Okładki:

Główna

  Naukowa

  Literacka

   Publicystyczna

    Galeria i podróże

Andrzej Zimniak

Co o mnie pisano 

 
 

Oczywiście chodzi o to, co pisano o mojej twórczości literackiej w recenzjach, artykułach i opracowaniach. Pisano różnie, chociaż częściej pozytywnie. Powstały także prace dyplomowe o moim bohaterze literackim, które - za zgodą autorek - publikuję w całości. A oto arbitralnie wybrane cytaty z recenzji lub całe ich teksty:

 

D. Jędrzejewska

"Jak NIE zginie ludzkość"

 

Andrzej Zimniak, pisarz science-fiction i publicysta, już w 2008 roku postanowił oddziałać na naszą skołataną duszę jak balsam. Przy okazji również udało mu się połechtać ludzkie i niezbyt głębokie ego – jesteśmy naprawdę silni i nie tak trudno nas zgładzić, mówi Zimniak. 

Książka „Jak nie zginie ludzkość” to zbiór dwudziestu artykułów, gdzie autor snuje prognozy dotyczące naszej przyszłości. Co prawda, nie są to wizje optymistyczne –Zimniak mówi o zarazach i epidemiach, globalnych katastrofach, nowoczesnych wojnach czy terroryzmie. Mimo wszystko uparcie twierdzi, że „istnieją niezmienne od miliona lat cechy człowieka, które zapewne utrzymają się przez następny milion.”

http://www.kultura.banzaj.pl , 29.07.2011, pełen link tutaj.


 

Beata Kwiecińska-Sobek

"Jak NIE zginie ludzkość"

 

Andrzej Zimniak jest znany z dość specyficznego stylu, jakim łączy bardzo filozoficzne podejście do dylematów współczesnego człowieka z motywami fantastycznymi. Tak naprawdę jest jednym z niewielu polskich pisarzy, którzy balansują pomiędzy literaturą głównonurtową a fantastyką, zapewniając czytelnikowi nie tyle rozrywkę, co pożywkę intelektualną.

Jednak jego nowa książka, Jak nie zginie ludzkość, nie jest powieścią sensu stricte. To zbiór esejów futurologicznych, w których Andrzej Zimniak analizuje najciekawsze kwestie związane z postapokaliptycznymi wizjami świata. Tym, co łączy tę książkę z jego innymi publikacjami, to przede wszystkim analityczne podejście do rozważanych kwestii oraz miejsce na twórczą inspirację. Tym, co ją zdecydowanie wyróżnia, jest zaprezentowany przez autora punkt widzenia, przy pomocy którego stara się on znaleźć sposób na w miarę wiarygodne prognozy dotyczące rozwoju ludzkości, korzystając z narzędzi, jakie daje człowiekowi historia i paleontologia. [...]

Jednak to nie wszystkie zalety tej niedługiej książeczki. Jak nie zginie ludzkość jest świetnie wyważone w kwestii językowej. Autor, jak widać, znalazł złoty środek pomiędzy suchym opisem naukowym a felietonowym ujęciem poszczególnych tematów. Język tej pozycji jest w miarę przystępny, tak cenione przez pracowników naukowych porównania są czytelne i obrazowe, a zawarte w nim informacje są podane w ciekawy sposób, chociaż w kwestiach związanych ze swoim zawodem – chemią – autor potrafi wdawać się w dość daleko idące szczegóły. Andrzej Zimniak jeszcze raz udowadnia, że nawet pisząc o zagadnieniach tak przyziemnych, jak prokreacja lub wielkości stałe, potrafi skutecznie połaskotać mózg czytelnika. [...]

No więc komu polecić Jak nie zginie ludzkość? Tak naprawdę to wszystkim, którzy cenią sobie ciekawostki w przystępnej formie, oraz miłośnikom postapo. Poza tym, niezłą frajdę przy czytaniu tej książki powinny mieć osoby zaangażowane zawodowo w takie dziedziny, jak chemia, biologia czy socjologia. Ktokolwiek jednak sięgnie po tę książkę, nie powinien się nudzić.

(Fragmenty)

Beata 'teaver' Kwiecińska-Sobek, Poltergeist 28.05.2008

http://ksiazki.polter.pl/

 


 

Sławomir Zieliński

"Jak NIE zginie ludzkość"

 

Problematyka podejmowana przez autora została podzielona, całkowicie nieprzypadkowo zresztą, na trzy główne zagadnienia, stanowiące totalne i w pełni uporządkowane przez ewolucję układy: ciało, Ziemię i kosmos. Konsekwencją zajęcia takiego stanowiska jest potwierdzenie integralności i doskonałości całego stworzenia, począwszy od "mikrokosmosu", jakim jest ludzki organizm, kończąc na Wszechświecie czyli "makrokosmosie". [...]

Na uwagę zasługuje styl, jakim autor stara się przedstawić czytelnikowi skomplikowane skądinąd i trudne zagadnienia. Z powodzeniem unika suchego, naukowego języka, typowego dla wykładowców i naukowców. Terminologia naukowa zdaje się być ograniczona do minimum, choć zaznaczyć należy, że nie jest to też żadna "łopatologia". Zimniak prezentuje nam "wiedzę o nas w pigułce", jest to jednak wiedza lekkostrawna, a pigułka nie ma skutków ubocznych. Całość przyprawiona jest humorem i niezwykle celnymi, dowcipnymi uwagami, jednakże zaznaczam, że autor nie bagatelizuje realnych zagrożeń, takich jak uderzenie w ziemię asteroidy czy skutki zmian klimatycznych. [...]

Książkę poleciłbym każdemu, kto jest ciekawy otaczającego go świata i człowieka, a nie dysponuje czasem na zgłębianie opracowań naukowych. Tu znajdzie nie tylko przegląd stanu badań na najistotniejsze zagadnienia, ale również wiedzę, która będzie punktem wyjściowym do dalszych poszukiwań i dociekań. Tak naprawdę niewiele tu wizji typowych dla sf. To raczej prognozy podparte racjonalnym, naukowym aparatem badawczym oraz zdrowym rozsądkiem, które kończy optymistyczna i w swej wymowie bardzo humanistyczna konkluzja: człowiek jest pełnoprawnym mieszkańcem wszechświata, a podejmowane przezeń działania całkowicie naturalne, choć nie pozbawione błędów i pomyłek. Na koniec zaznaczyć należy, że tak jak we wcześniejszej twórczości, tak i tu Zimniak nie unika zagadnień natury filozoficznej i metafizycznej. Pokazuje, że wiara i nauka nie muszą znajdować się po przeciwnych stronach barykady ani nie wykluczają się wzajemnie.

(Fragmenty)

Sławomir 'assarhadon' Zieliński, Poltergeist 8.05.2008

http://ksiazki.polter.pl/

 


 

Radosław Juszczyk pseud. Kemer

"Jak NIE zginie ludzkość"

 

Książka podzielona jest na cztery części: Ciało, Ziemia, Kosmos i Rozmowy. Pierwsze trzy traktują o możliwych formach zagłady, jakie mogą spotkać naszą cywilizację. Zawarte w tych artykułach informacje są w wielu przypadkach szokujące i dla wielu osób mogą być niewiarygodne. Ukazuje sprawy dla nas oczywiste w sposób odbiegający od przekazu z mass mediów. W ten sposób można dowiedzieć się ciekawych rzeczy, przykładowo o zmianach klimatycznych. W sposób niestandardowy tłumaczy również takie zjawiska, jak zagrożenia z kosmosu. Dzięki temu od książki wprost nie da się oderwać. Zaś osoby, które nie przepadają za wiedzą ścisłą z pewnością zastanawiają się, gdzie jest wyjście ewakuacyjne. Tych wszystkich, którzy nie uważali na lekcjach biologii, fizyki i chemii chciałbym uspokoić. Autor zanim rozpocznie rozważania na jakiś temat, tłumaczy podstawowe zagadnienia tak, by czytelnik mógł odświeżyć sobie dawno zapomniane „arkana wiedzy”. [...]

Czwarty rozdział to seria wywiadów z Andrzejem Zimniakiem. Nie wiem ile z nich było wcześniej publikowanych, ale z pewnością część już czytałem w gazetach. Szczerze zachęcam do tego, by nie pomijać tego rozdziału, który w pierwszym odczuciu może wydawać się zapychaczem. Autor potrafi w sposób interesujący opowiadać o rzeczach, które mogłyby się wydawać mało fascynujące, przykładowo zagadnienia związane z chemią. [...]

Jeżeli interesujesz się postapokalipsą lub futurologią to ta książka jest napisana właśnie dla Ciebie. Przedstawione w niej wizje są często zaskakujące, ale przede wszystkim rzucają świeże spojrzenie na sprawy, które w różny sposób utarły się w ogólnym odbiorze. W moim przekonaniu lektura jest naprawdę warta polecenia. W końcu chyba każdy chciałby wiedzieć „Jak nie zginie ludzkość”.

(Fragmenty)

 

Radosław Juszczyk pseud. Kemer; http://sbf.org.pl/ (Szczecińska Brać Fantastyczna); 15.05.2008

http://sbf.org.pl/kb.php?mode=article&k=52

 


 

Tomasz Fenske pseud. Equinoxe

"Jak NIE zginie ludzkość"

 

Co nas czeka w najbliższych dziesięcioleciach: zagłada z kosmosu? Mordercza plaga? Zamknięcie w wirtualnej rzeczywistości? Nic z tych rzeczy. Ale spokojnie – Andrzej Zimniak zapewnia, że naszym wnukom zmartwień nie zabraknie. [...]

Uderzające przy pierwszym kontakcie z najnowszą książką autora jest to, że pisze w niej przystępnie jak nigdy. [...] ...choć snując opowieści o przyszłości prowadzi nas przez tematy tak odległe od siebie, jak eksperymenty genetyczne i mikrorobotyka, jak seks w XXI wieku i podróże kosmiczne, to jednak cały czas pewnie trzyma nas za rękę, żeby w gąszczu naukowych prognoz nie zamazał nam się ich związek z rzeczywistością. Dla tych, którzy na futurologię patrzyli dotychczas jako na płaszczyznę dla abstrakcyjnych zmyśleń niewyżytych intelektualnie naukowców, nowa książka Zimniaka może być jak szklanka orzeźwiającej wody. [...]

...trudno nie odnieść wrażenia, że biorąc poprawkę na przełomowe wynalazki, których pojawienia się przewidzieć nie podobna, Zimniak przede wszystkim krok po kroku, metodycznie, rozprawia się z coraz bardziej powszechnymi w futurologii mitami. Rodzi się natomiast pytanie: czy tego chce czytelnik? [...]

Żeby jednak namieszać do końca, przyznam, że najnowsza książka Andrzeja Zimniaka po prostu mi się podobała. W oczach bowiem kogoś, kto interesuje się futurologią jako specyficzną formą nauki, spełnia ona wszystkie oczekiwania, może poza objętością (220 stron to stanowczo zbyt mało, by wyczerpująco ogarnąć całe mnóstwo tematów, które autor poruszył). Karmi również czytelnika rzadkim w dzisiejszych czasach optymizmem [...]

...w obliczu przyszłości wszyscy jesteśmy tak naprawdę jednakowo niepewni. A to oznacza, że pozostaje nam jedynie czekać.

Czekać z optymizmem.

(Fragmenty)

 

Tomasz Fenske 'Equinoxe', 29.04.2008, http://bs.tawerna.rpg.pl/

http://bs.tawerna.rpg.pl/Jak-NIE-zginie-ludzkosc-8211-recenzja-a362.php

 


 

Marek Boguta

pseud. Nivo

"Jak NIE zginie ludzkość"

Andrzej Zimniak jest jednym z tych pisarzy polskiej science-fiction, który może pochwalić się sporym dorobkiem prozatorskim – debiutował w roku 1980, ma na swoim koncie dwie powieści i kilka zbiorów opowiadań. Przy omawianiu jego tekstów warto wspomnieć również o jego działalność stricte naukowej, obejmującej badania w dziedzinie chemii, popularyzowanie nauki i ogromną ilość publicystyki.

Wszystko to każe mi postrzegać Zimniaka jako postać wybitną, nieprzeciętną, funkcjonującą na pograniczu nauki i literatury. Naukowiec, wizjoner, pisarz, fantasta – figura, która swym blaskiem winna jaśnieć na firmamencie, słabej po stracie Mistrza Lema, literatury science-fiction. Myślę, że ostatnie wydawnictwo swoją klasą może przyczynić się do spopularyzowania całej jego twórczości.

Muszę przyznać, że należałem do powyżej opisanego grona fanów, którym postać Zimniaka nie kojarzyła się z niczym. Z tego względu do książki „Jak nie zginie ludzkość” podchodziłem z zaciekawieniem i pewną konsternacją – dopiero szybki przegląd materiałów z Internetu dał mi pogląd z jakiego rodzaju twórcą mam do czynienia. Wiedza o którą stałem się bogatszy wzmogła tylko moje zainteresowanie i nadzieję na dobrą literaturę. Szczęśliwie – nie zawiodłem się.

Mamy więc przed sobą zbiór prognostyków i futurologicznych mini-esejów dotyczących przyszłości naszej cywilizacji. Moje pierwsze literackie skojarzenia powędrowały w stronę „Summy Technologiae” Stanisława Lema, lecz Zimniak nie operuje w swojej książce drwiną czy ironią. Używając ostrza żelaznej logiki i naukowej konsekwencji, kreśli przed czytelnikiem zadziwiające obrazy. Struktura „Jak nie zginie ludzkość” obejmuje wiele zagadnień, kolejno: ludzkie ciało, dzieje planety, rozwój kosmicznej eksploracji i wywiad z autorem. Wszystkie te działy zawierają miniaturowe eseje poświęcone uszczegółowionej problematyce. Zimniak będąc doskonale wykształconym i obytym we współczesnym technologicznym świecie, z pasją opowiada o najnowocześniejszych odkryciach i możliwościach ich przyszłego wykorzystania. Wszystkie te zabiegi, okraszone niezwykle przystępnym i gładkim literacko językiem, pozwalają nam udać się w fascynującą podróż poza współcześnie nam znane granice pojmowania miejsca i znaczenia człowieka we wszechświecie. Autor, niczym apostoł nauki, zabiera nas w najdalsze odmęty futurologicznych prognoz (lecz z rzadka fantazjując!), solidnie ugruntowanych w podstawy współczesnej nauki i swój autorytet, przydając im niemal filozoficznego charakteru.

W ten sposób tematycznie wędrujemy przez genetycznie modyfikowanego, nowego człowieka, pojęcie nieśmiertelności, militarne wykorzystanie broni doskonałej, fizykochemię molekularną, świat przed Wielkim Wybuchem czy wizje pikniku na Ursae Maioris. Wszystkie te rozważania są niezwykłą pożywką dla wyobraźni, impulsem pobudzającym najgłębsze pokłady procesów myślowych – Zimniak zabiera nas na wysoką orbitę, nadaje szerokiej perspektywy, przez co lektura staje się niesamowicie angażująca intelektualnie.

Jedyną bolączką książki jest objętość – jak na wagę poruszanej problematyki, skandalicznie mała. Niektóre zagadnienia zostały jedynie pobieżnie nakreślone, inne zdają się być urwane w połowie przewodu myślowego autora. Wszystko to powoduje uczucie głębokiego niedosytu, które mam nadzieję zniknie gdy sięgnę po poprzednie wydawnictwa Zimniaka.

Po stracie Lema długo czułem się literacko osierocony. Szczęśliwie, na polu hard s-f odkryłem Jacka Dukaja, a w przestrzeń prognostyki i futurologii triumfalnie wkroczył Andrzej Zimniak. I chwała mu za to!

(Pełny tekst)n

 

Marek "Nivo" Boguta, 26.04.2008; http://www.tworczosc.unreal-fantasy.pl/

http://www.tworczosc.unreal-fantasy.pl/jak-nie-zginie-ludzkosc-297,a.html

 


 

Dominik Maria

de Laurans

pseud. Grimnir

"Biały rój"

Zimniak przede wszystkim stworzył bardzo ciekawą opowieść a fakt, że posłużył się znanym wcześniej motywem, w ogóle nie umniejsza jego dzieła. Co jest jednym z największych jego atutów - oprócz doskonałego warsztatu - to kreacja świata. Od naszych smutnych czasów minęło dwieście lat. Świat podzielony jest na tzw. latyfundia. Polska niestety - znów - zniknęła z mapy, stając się częścią latyfundium Preussen. Cóż, mogło być gorzej. Mogły być to Rosja lub Chiny... Autor nie rozpisuje się zbytnio na temat historii, ale nastąpić musiała jakaś zaiste większa zawierucha, skoro część obecnych terytoriów USA zajmuje twór państwowy o nazwie Królestwo Mzinga.

Kultura tego państwa to konglomerat gangsterskich obyczajów z gett współczesnej nam Ameryki, z wierzeniami zebranymi z całej Afryki oraz elementami voodoo. W połączeniu z nowoczesną technologią daje to mieszankę niezwykle interesującą, jak również wybuchową. Tytulatura, polegająca na kolejnych Szamanach od Tablic, Włóczni i Bóg raczy wiedzieć czego jeszcze, daje nam - Czytelnikom - ten arcymiły element egzotyki, pozostając przy tym absolutnie zrozumiała. Żeby było ciekawiej, lud Królestwa Mzinga to banda rasistów, przy których co poniektórzy skini zarumieniliby się ze wstydu.

Inna niezmiernie ważna rzecz w tej książce, to strona obyczajowa dotycząca naszego, nazwijmy to "białego" kręgu kulturowego. Czy spekulacje Zimniaka, co do rozwoju (czy tez raczej degeneracji) społeczeństw, się spełnią? Nie wiadomo, ale są zdecydowanie zbyt prawdopodobne by je zignorować... Ostatecznie Ziemia 2207 roku pańskiego to świat, w którym Zakon Scjentystów Bosych zajmuje się klonowaniem między innymi ludzi.

Wszystko to połączone z sensacyjną fabułą daje nam książkę od której trudno się oderwać. Czy jest to tak zwana wielka literatura, która przejdzie do historii? Raczej nie. Ale jest to kawał ciekawej, oryginalnej, literatury fantastycznej, którą z czystym sumieniem można polecić każdemu miłośnikowi gatunku i każdemu, kogo chce się do fantastyki. zachęcić.

(Fragmenty)

Dominik Maria de Laurans 'Grimnir', 26.05.2007, http://www.gram.pl/; pełny tekst tutaj


 

Sławomir Zieliński

 

"Biały rój"

Wyjście, które proponuje Zimniak jest z perspektywy antropologicznej ciekawe i, nie boję się użyć tego słowa: kuszące. [...]

Wątek antropologiczno – filozoficzny książki uważam za jej silną stronę. [...]

Z kolejnym problemem poradził sobie jednak wybornie. Sposób, w jaki porusza kwestie natury etyczno – moralnej, są w swej prostocie ujęcia wręcz zachwycające. Analizuje problem granicy manipulacji w genomie człowieka z perspektywy stoika i wyraźnie sugeruje, że religia/wiara i nauka nie stoją w stosunku do siebie w opozycji. To z ust duchownego pada stwierdzenie, że: "…Bóg stworzył człowieka na własne podobieństwo także w aspekcie kreatywności". Więc może spodziewana katastrofa wcale nie musi oznaczać końca? Może to początek czegoś nowego? Lepszego w aspekcie kreatywności?

Precyzja w utrzymywaniu narracji i konstruowaniu tekstu widoczna jest na każdej karcie. Brak zbędnych i nużących opisów, dialogi krótkie i rzeczowe, ale czegóż mogliśmy się spodziewać, kiedy akcja rozgrywa się w środowisku naukowców? Brak wątków miłosnych to także, zważywszy na okoliczności, zaleta książki. Między głównymi bohaterami "nie iskrzy".

Książka wciąga od pierwszych stron i daje się płynnie czytać. Czytelnik, który z nauką i prozą s-f na co dzień do czynienia nie ma, może pogubić się w stosowanej przez autora terminologii naukowej – powieść wypadałoby czytać z encyklopedią w dłoni. Wszystko to nie zakłóca jednak akcji, która mimo zaistniałej sytuacji wcale nie jest przewidywalna do końca. Zwroty w fabule, a także dość niespodziewane zakończenie, mają prawo wprowadzić czytelnika w zdumienie.

Sławomir 'assarhadon' Zieliński, Poltergeist 17.08.2007

http://ksiazki.polter.pl/

 


 

Andrzej Miszczak,

Tomasz S. Gałązka

 

"Randka z Homo sapiens"

 

W antologii Wizje

Alternatywne 6

T: - Dobra, to określiliśmy bieguny. A co pomiędzy? Na mój gust mocno ponad kreskę wystaje wychwalany przez Ciebie Szyda z Fałszerzami i Zimniak z Randką z Homo sapiens. Ten drugi tekst umocnił mnie w przekonaniu, że Biały rój był monumentalną pomyłką. Przedstawiona w Randce... wizja Ziemi po nadejściu tego, co Varley, Cyran i inni nazywają Osobliwością, postludzkiej i niezbyt zrozumiałej dla bohatera - "zapóźnionego" Homo sapiens sapiens - mnie przekonała. U Szydy natomiast ciekawy pomysł został trochę niepotrzebnie ukryty pod mało ciekawie wymyśloną i w krótkim tekście nużącą terminologią, którą Fałszerze są usiani jak buła od hamburgera sezamem. Smacznego.

 

A: - Sezam robi dobrze na trawienie. Chociaż kiedy mam do wyboru paluszki z solą i z sezamem, zawsze biorę z solą. Zimniak troszkę przygniótł mnie scenograficznie. Nie chcę powiedzieć, że to jakaś gadżetomania, ale miałem troszkę kłopotów z odnalezieniem się w tym świecie. Ale to science fiction pełną gębą, więc, rzecz jasna, również wyróżniam ten tekst jako ponadprzeciętny w zbiorze. Taka drapieżna love story w tyglu, jaki tworzą świat techniczny i biolo...

 

Andrzej Miszczak, Tomasz S. Gałązka, Creatio Fantastica nr 11, lato 2007

http://www.creatio.art.pl/

 


 

tom.k79

 

"Biały rój"

Andrzej Zimniak to pisarz pozostający stale gdzieś na uboczu krajowej fantastyki, unikający prozy rozrywkowej, skłaniający się ku ambitnym pomysłom. Pisze niedużo, ciekawie, ale w nieprzyjaznym dla niewyrobionego czytelnika ciężkim stylu. Jego proza jest pełna emocji, opisów uczuć, specyficznej jedynie dla niego estetyki. Pewnie dlatego, mimo iż opowiadania Zimniaka oparte są na doskonałych, oryginalnych pomysłach, to nie są zbyt popularne, a dla wielu czytelników fantastyki autor pozostaje nieznany. O wartości jego dzieł świadczyć może fakt, że jest trzecim pisarzem, po Dukaju i Huberacie, którego zdecydowało się przejąć Wydawnictwo Literackie, którego nakładem ukazała się druga dopiero w dorobku Zimniaka powieść „Biały Rój”. A dotyczy ona właśnie groźby uderzenia niewielkich ciał niebieskich w Ziemię. [...]

Powieść Zimniaka przybiera charakter sensacyjny, bo naukowe poszukiwania i badania krzyżują się szybko z intrygami politycznymi, międzynarodowymi, czy korporacyjnymi. Autor prezentuje tu pewne czarnowidztwo, bo podporządkowanie czy sterowanie nauki przez czynniki polityczne i ekonomiczne jest o wiele większe niż w czasach dzisiejszych. Same twory państwowe funkcjonują w mniej demokratycznych realiach, są bliższe jeśli nie totalitaryzmowi to przynajmniej jakimś nacjonalistycznym autorytatywnym rządom. Trochę przybiera to postać charakterystycznej dla Zimniaka ironii, jak w afrykańskim Królestwie Mzinga, gdzie rezyduje główny bohater, rasy białej, od którego wymaga się zachowania pozorów upodobnienia do rasy czarnej. Chodzi więc w peruce, barwi skórę, a do przedstawicieli władzy zwraca się, jak zresztą wszyscy, tytułami rodem z czasów praktykowania prymitywnej magii. Równie niezwykle, choć już mniej oryginalnie prezentuje się VR według Zimniaka oraz szereg różnych gadżetów z cybernetycznej przyszłości. Wszystko to ma uatrakcyjnić fabułę, rozbudować ją, przez co pomysł, który mógł zostać zamknięty w dłuższym opowiadaniu, świetnie sprawdził się w pełnowymiarowej powieści.

Pomysł umożliwienia gatunkowi ludzkiemu przetrwania w skrajnych warunkach po kosmicznej katastrofie, poprzez zmiany w genotypie, swoiste wspomożenie ewolucji, powinien fascynować. Wszak jest połączeniem intrygującego zagrożenia z kosmosu z równie frapującym i jakże aktualnym tematem grzebania naukowców w ludzkich genach. Tyle, że Zimniak nie wycisnął z tej koncepcji tyle, ile zapewne zdołałby Jacek Dukaj czy takie tuzy światowej fantastyki jak Greg Egan. Brakło mu odwagi, zdecydowania, może jakiegoś grama szaleństwa. Choć sama powieść byłaby wtedy mniej przystępna, bardziej wymagająca, bo „Biały Rój”, jak na Zimniaka jest wyjątkowo łatwo strawny. Osobiście ciekawiłaby mnie również literacka wizja zderzenia zmodyfikowanego człowieka z tymi skrajnymi warunkami postkatastroficznymi. Ale narzekać nie powinienem, bo powieść Andrzeja Zimniaka wciągnęła mnie wyjątkowo mocno i aż do końca nie rozczarowała. Standardowo od razu zabrałem się za odświeżanie starych utworów pisarza, o czym wkrótce.

 

tom.k79, 15.04.2007, Recenzja powieści "Biały rój"

http://nocnezapiski.blox.pl/html,

 


 

Gwynhwar

"Biały rój"

Nie zostałam powalona na kolana, ale bardzo sympatycznie (i szybko) się przeczytało. Mimo wszechstronnego wykształcenia autora nie odniosłam wrażenia, że jestem w tej całej genetyce ignorantką (a jestem...). Mimo, iż wszystko miało posmak bardzo naukowy, laik dawał sobie radę (doceniam). Nie wiem dlaczego, być może przez wątek sensacyjny, cała historia skojarzyła mi się z "Kodem Leonarda da Vinci". Podobał mi się również motyw skrajnie poprawnego politycznie państwa Mzinga, bolesne i zdaje się szalenie możliwe.

 

Gwynhwar, 26.06.2007, Notka o powieści "Biały rój",

http://www.science-fiction.com.pl/forum/

 


 

Łukasz

Orbitowski

 

"Biały rój"

Zimniak fiction

"Biały rój" to zręczna powieść science fiction o próbie stworzenia genetycznie zmodyfikowanego człowieka.

Andrzej Zimniak to twórca trochę pechowy i niedoceniony. Z wykształcenia chemik, wykładowca uniwersytecki i naukowiec z amerykańskim epizodem w życiorysie. Gdy debiutował w połowie lat 80. zbiorem "Szlaki istnienia", wieszczono nadejście autora dużego formatu. Lektura "Białego roju" potwierdza, że Zimniak pozostaje w doskonałej formie.

Pomysł wyjściowy jest prosty: tytułowy biały rój to ogromne bryły lodu, pędzące na spotkanie z Ziemią - gdy spadną, cała planeta znajdzie się pod wodą. Nic nowego, podobnymi rozwiązaniami można podbić sobie oczy, więc albo Zimniak to epigon, albo chodzi mu o coś innego. Nadchodząca katastrofa to tylko pretekst do stworzenia genetycznie zmodyfikowanego człowieka zdolnego do życia pod wodą. Pisarz powściąga swój nerw naukowca, sprawnie za to żongluje kliszami powieści szpiegowskiej i sensacyjnej. Ujawnia też obsesje związane z lękiem przed konsekwencjami politycznej poprawności, zresztą fragmenty obyczajowe należą do najlepszych w całej książce.

Na styl Zimniaka składa się zatem twarde science fiction rozpisane na sensacyjną fabułę i pogłębione pytaniami zatroskanego humanisty. Plus trudno definiowalna wartość dodana, która sprawia, że czyta się łatwo, a zapomina wprost przeciwnie.

 

Recenzja powieści "Biały rój", Łukasz Orbitowski

http://www.dziennik.pl/; 3.06.2007

 


 

Magdalena

 Sperzyńska

 

"Biały rój"

Zimniak stworzył powieść - ostrzeżenie, trochę wymową zbliżoną do dystopii, ale operującą mniejszą perspektywą czasową oraz zwracającą uwagę na jeden wybrany aspekt przyszłościowej rzeczywistości (podobnie jak powieść N. Shute’a „Ostatni brzeg”). Katastrofa była częstym motywem klasycznej science fiction, tutaj mamy tylko zapowiedź zagłady oraz pytanie: czy faktycznie do owego zdarzenia dojdzie? Powieść bardziej uwzględnia aspekt futurologiczny niż prognostyczny; zastanawia się nad przyszłością, ale nie usiłuje jej przewidywać.

Siłą napędową książki są bohaterowie, zróżnicowani, skuteczni w działaniu, obdarzeni ciekawymi umiejętnościami, zbudowani według dwudziestowiecznego relatywizmu. Autor czaruje czytelnika własnym, specyficznym poczuciem humoru, nieskrępowaną fantazją języka i obrazu. Eksperymentuje z formą i wykracza poza tradycyjne rozwiązania w science fiction. Futurystyczna, niepokojąca wizja budująca na świeżej wyobraźni. Opowiada o wielkich ambicjach, perypetiach, pogmatwanych uczuciach i o konflikcie między nauką a polityką. Autor ustanawia ciekawe relacje psychologiczne świata ludzi w roku 2207. Narracja jest prowadzona w ironicznym dystansie, naciąga wykreowany świat i fabułę ku nowym możliwościom, zarazem próbując utrzymać spójność. Książkę czyta się dobrze: szybka akcja, szalone naukowe pomysły, zaskakujące rozwiązania, jest nawet swoisty żargon, osobny język bohaterów różnych naukowych specjalności. Lekkość, dużo przewrotnego humoru oraz spora dawka przezabawnej pornografii. Ironiczna celebracja przemijania naszego gatunku u Zimniaka jest wizją przenikliwą i obszerną; jego obraz zachowań społeczeństw i jednostek w chwili globalnej próby wydaje się dojrzały, ale też schematyczny. Większość dotychczasowych fabuł tego autora cechowała doskonała znajomość ludzkiej psyche, głębokie humanistyczne przesłanie. Tutaj trochę tej głębi mniej na rzecz zabawy, rozrywki. To nie apollińska machina zimnego piękna klasycznej SF a raczej dionizyjska wizja przyszłości, opisująca dynamiczne życie i jego przemijanie. Pokazująca nasze ziemskie, ludzkie skupienie na tu i teraz, instynktownie tęskniące za witalnością i chęcią przeżycia za wszelka cenę. I pewnie jest tu pewien klucz: chaos tworzenia czegoś nowego nie chce ulec porządkowi zastanej cywilizacji.

 

Recenzja powieści "Biały rój", Magdalena Sperzyńska, maj 2007

Fahrenheit nr 60 - sierpień-październik 2007
http://www.fahrenheit.net.pl/archiwum/f60/06.html

 


 

Adam

Mazurkiewicz:

"Klatka pełna aniołów"

Co znamienne, ów niezmiennie negatywistyczny stosunek Enkela do czytelnika nie zniechęca, Zimniak potrafił bowiem stworzyć sytuację komunikacyjną, w której odbiorca traktuje inwektywy jako nieszkodliwe uwagi wynikające ze sposobu bycia opowiadającego [...]. To szczególna (nie bójmy się mocnych słów: wręcz unikatowa) wartość opowiadań Zimniaka. Żaden inny autor nie podjął gry z czytelnikiem w podobny sposób. Oczywiście bezpośrednie zwroty do odbiorcy nie są pomysłem autora Klatki pełnej aniołów, ten jednakże potrafił sprawić, by kąśliwe uwagi stały się zachętą do kontynuacji lektury.

Imię mi Enkel, fragment recenzji tomu Klatka pełna aniołów, Adam Mazurkiewicz, Informator Gdańskiego Klubu Fantastyki nr 205, kwiecień 2006, 17-18.

 


 

Wojciech Gołąbowski:

"Śmierć ma zapach szkarłatu"

Naukowiec, który swą bogatą wiedzę przelewa na karty fantastycznych opowieści, nie korzysta z banalnych szablonów typu „zabili go i uciekł”. Autor z pełną swobodą porusza się w dziedzinach tak odległych od siebie, jak cyberpunk, fantasy, twarda sf czy tak zwany realizm magiczny. We wszystkich odciska swój znak... A znakiem tym jest niezwykła poetyckość i plastyczna barwność opisów fantastycznej rzeczywistości jego tekstów.

I tak i nie, fragment recenzji tomu opowiadań Śmierć ma zapach szkarłatu, Wojciech Gołąbowski, 4.06. 2004, czasopismo internetowe Esensja 6/2004, http://www.esensja.pl/ksiazka/recenzje/ .
 


 

Magdalena Sperzyńska:

"Śmierć ma zapach szkarłatu"

Zestaw opowiadań zaskakuje fantastycznym eklektyzmem: motywy japońskie, biblijne... Całkowite szaleństwo możliwości. Eksperymenty językowe, personalizm skrzyżowany z kreacjonizmem, cybernetyczna metafizyka, realizm magiczny. Mimo przynależności do gatunku science fiction, utwory nawiązują też do wielu innych gatunków literackich, filozofii, fizyki i chemii teoretycznej, antropologii i biologii. Niczym nie skrępowana surrealna fantazja dotycząca współczesnego i przyszłego świata.

Zimniak pisze wyrafinowanym wizualnie językiem. Światem słów pisarza zazwyczaj rządzi poezja: metafory, piękne animizacje, rozbudowane obrazy poetyckie.

Mimo przeróżnych nowości, eksperymentów, zwłaszcza językowych, Zimniak pozostaje sobą. Człowiekiem o zainteresowaniach uniwersalnych, patrzącym na świat jak na przedmiot badań naukowych, przedmiot budzący nieustający zachwyt i zdziwienie. Patrzy jednak coraz bardziej ironicznie, z dystansem. Pisze też językiem bardziej frywolnym, swobodnym, potocznym niż kiedyś. Ukryte, ważne pytania pozostały jednak te same.

W labiryncie możliwości, recenzja książki Śmierć ma zapach szkarłatu, Magdalena Sperzyńska, 7.07.2004, czasopismo internetowe Esensja 6/2004, http://www.esensja.pl/ksiazka/recenzje/ .
 


 

Przemysław Romański:

"Śmierć ma zapach szkarłatu"

Niebanalnym atutem autora jest niesamowita wyobraźnia poparta inteligentnym przekazem. Lekki, niejednokrotnie obarczony pokaźną dawką humoru styl pozwala na płynne przejście ze świata baśniowego do zwykłej rzeczywistości, a najciekawsze i tak pozostaje niezmienione. Tym najciekawszym są ludzkie zachowania, emocje i dążenia, na tym bowiem polu Andrzej Zimniak prezentuje prozę wysokich lotów. Moim osobistym faworytem pozostaje opowiadanie "Czterdziestu małych kochanków", trzy razy czytane trzy razy dostarczyło innych spostrzeżeń i wniosków.

Przemysław Romański, fragment recenzji tomu opowiadań Śmierć ma zapach szkarłatu, Serwis internetowy Carpe Noctem, 2004 r., http://www.carpenoctem.pl/pages/smiercmazapach.htm
 


 

Jacek Dukaj:

"Śmierć ma zapach szkarłatu"

i inne

Jako wyróżnik literatury kobiecej najczęściej wymienia się prymat uczuć - uczuć, nastroju, estetyki - nad wszelkimi innymi aspektami opowieści: fabułą, konstrukcją świata, logiką intrygi etc. Owocuje to tekstami męczącymi i nudnymi - taki preparat emocjonalny przypomina mi raczej zapis snu schizofrenika. Otóż Andrzej Zimniak przejął z owej metody, co w niej najlepsze, i połączył z klasyczną, „męską” science fiction, opartą na pomyśle - teorii naukowej, logicznym przekształceniu świata, zaskakującym „gdyby”. Tak powstaje nowa, specyficzna jakość, z którą od lat bez powodzenia mierzą się krytycy, próbując zdefiniować „Zimniak fiction”. Co staje się coraz trudniejsze, bo Zimniak, jak wino, z wiekiem szlachetnieje, opowiadania stają bardziej ironiczne, puenty subtelniejsze - trudniej nazwać ulotne wonie drogich perfum.

W ten sposób tłumaczę sobie, dlaczego np. „Przynieś mi serce Matki Teresy” przeszło bez echa - opowiadanie absolutnie oryginalne, wykręcające umysł. Już znane „Rozpakuj ten świat, Evitt” czy „Klatka pełna aniołów” też opierają się na świetnych pomysłach. Odstają nieco dwa kawałki oparte na formule humorystycznej fantasy „z kluczem”. W zbiorze pomieszczono dwanaście tekstów; tytułowe, jedyne dotąd niepublikowane, należy do słabszych, pozbawionych ognia.

Tu znajdowałbym główną wadę i przyczynę niewielkiej popularności Zimniaka: czuje się, że, przy całej swojej lekkości i rozbuchaniu, a może właśnie z ich powodu - są to rzeczy pisane na pół gwizdka, w cudzysłowie. Nie atakują czytelnika, nie próbują go przemocą porwać, zaangażować; ich piękno jest bierne, dyskretne - stają w oddaleniu i pozwalają się podziwiać. Nie podoba się? Cóż, nie będzie się Zimniak narzucał - szukajcie gdzie indziej.

Jacek Dukaj, fragment recenzji tomu opowiadań Śmierć ma zapach szkarłatu, Nowa Fantastyka 2/2004, s. 74; http://dukaj.pl/czytelnia/publicystyka/AJednakPolska


 

Renata Górka:

"Śmierć ma zapach szkarłatu"

 

 

Jako laik w dziedzinie szeroko pojętej fantastyki, sięgałam po książkę Andrzeja Zimniaka kilkakrotnie, odkładając jej przeczytanie. Spodziewałam się monotonnej, futurologicznej prozy, jednakże kiedy w końcu zaczęłam ją czytać, mój sceptycyzm i lekka niechęć ustąpiły zaciekawieniu, a później zachwytowi.

Otóż okazało się, że "Śmierć ma zapach szkarłatu" nie jest książką tylko do przeczytania, a do zagłębienia się w nią. Autor bowiem prócz opowiedzianej historii, zabawy i śmiałej nieposkromionej wyobraźni, nie puszcza jej samopas, lecz dodaje jej głębszego sensu i skłania czytelnika do dogłębnych refleksji.

Język, jakim posługuje się Zimniak, jest niezwykle giętki i sprawny. Autor umiejętnie maluje nim bohaterów i otaczający ich świat, a także i miłość, która zdaje się być głównym pierwiastkiem tematycznym książki.

Jako, że jest to moja pierwsza książka z tego gatunku, którą miałam okazję przeczytać, tym bardziej jestem rada, iż okazała się ona książką wartościową - ciekawa fabuła, głębsze treści i piękny język, przez co wchłania się ją błyskawicznie. Polecam.

Śmiała, nieposkromiona wyobraźnia Andrzeja Zimniaka, z recenzji tomu opowiadań Śmierć ma zapach szkarłatu, R. Górka, serwis internetowy Independent.pl, styczeń 2004 r., http://www.independent.pl/teksty/recenzje/

 


 

Tomasz Kleta:

"Śmierć ma zapach szkarłatu"

 

Andrzej Zimniak to pisarz - zjawisko na polskiej scenie fantastycznej. Jego proza nie daje się zaklasyfikować, określić ramami któregokolwiek z gatunków, wykracza daleko poza granice konwencji, jest swoistym eksperymentem. Zresztą można napisać o niej wszystko poza tym, że jest porządną dawką rozrywki. Zimniak stawia w swoich tekstach bardzo wysokie wymagania czytelnikowi, serwując trudną w odbiorze, czasami mocno zagmatwaną literaturę. Chociaż potrafi też napisać prościej, łatwiej, prawie rozrywkowo, tyle że stawia nawet wówczas mnóstwo pytań, bo taki już jest, że zawsze chce prowokować do myślenia, zatrzymania się nad słowem dłużej. Ale przesłanie, wnioski czy intencje są mocno ukryte, zaszyfrowane w fabule, stylu, sposobie konstrukcji, a przede wszystkim w warstwie kreacji rzeczywistości. Światy Zimniaka są bogate w oryginalność, nieporównywalne i nieprzystawalne do innych dokonań fantastyki. Jest to pisarz, który wciąż kroczy tam gdzieś obok wszelkich mód, trendów i oczekiwań czytelników. I dlatego jest godny polecenia.

Z recenzji tomu "Śmierć ma zapach szkarłatu", Avatarae - internetowe czasopismo kulturalne, nr 11/2003, Wcielenia kultury; http://www.avatarae.pl/11/Ksiazka/ksiazka11.html

Tomasz Kleta

 


 

Zuzanna Pająk:

O bohaterach

 

 

Przez Pańskie opowiadania przebija się nieustannie bardzo głęboki humanizm. Pańscy bohaterowie nie są sympatyczni, ani piękni, czy szlachetni, lecz raczej zdeformowani i gruboskórni. Natomiast historie, które każe im Pan przeżywać są wzruszające i bardzo ciepłe w swoim ostatecznym wydźwięku. Jak się Panu udaje wydobyć to co ładne z materii, która wydawałby się opierać takiemu zabiegowi ?

Zuzanna Pająk, wyjątek z wywiadu, udzielanego przez e-mail, październik 2003

(patrz niżej)

 


 

O Zuzannie:

Po wakacjach 2002 roku nadszedł list z Tuluzy od pani Zuzanny Pająk. Okazało się, że pisze ona pracę doktorską pt. Obrazowanie w fantastyce naukowej w literaturze i sztuce, pod kierunkiem profesor Andrée Mansau, w Université de Toulouse Le Mirail, Wydział Literatury Porównawczej, Laboratorium LLC (Język, Literatura, Kultura). Otóż panią Zuzannę na tyle zainteresowało opowiadanie "Na końcu będzie słowo" (Nowa Fantastyka 8/2002, 46-55), że nie tylko postanowiła włączyć je do swoich rozważań, ale poprosiła o jeszcze! Wysłałem więc jej przynajmniej 10 utworów, z tym większą przyjemnością, że jeszcze nigdy nie występowałem w pracy doktorskiej. Poza tym pani Zuzanna tłumaczy te utwory na francuski z zamiarem ich wydania w książce.

A. Zimniak, jesień 2003
 


 

Romuald Pawlak:

"Na końcu będzie słowo"

Sieciowa wymiana poglądów między Romualdem Pawlakiem a Andrzejem Zimniakiem n.t. opowiadania "Na końcu będzie słowo" (Nowa Fantastyka 8/2002, 46-55):

Romek: Bardzo wysmakowany język - nie boisz się, że dla wielu niestrawny (choć dla innych, mniemam, nader smakowity).

Andrzej: Cóż, komu smakuje, niech czyta. Bywalców książkowych fast-foodów zapraszam do dzieł innych autorów.

R: Czy myślisz, że po takich żartach z KBN masz jakieś szanse na grant u nich? No i w ogóle, kpisz sobie z nauki ostro, słusznie zresztą.

A: Parę lat temu dostałem ostatni grant z KBN, teraz widoki raczej marne. A co do szans, to kto wie, co je może zwiększyć... Naukowcy to zwykli ludzie, tyle że uzdolnieni w jakimś kierunku. Procent dewiantów i szubrawców jest w tej populacji taki sam jak w reszcie społeczeństwa.

R: Uwaga ogólna w/s formy: czy nie uważasz, że tekst w kształcie wymiany listów to już dla tzw. "prozy internetowej" standard? Czytam ente takie coś...

A: Jak zauważyłeś, nigdy nie rzucam się na awangardę w formie. Zwykły tekst z dialogami jest jeszcze większym standardem, a stosują go wszyscy, w tym i ja, i Ty.

R: Czy aby na pewno odmienia się "pinokiu"? raczej "pinokiowi", choć to dziwnie brzmi...
(2 list) Znów babol: "pionkia". To chyba jednak redakcja ci się wcięła...

A: Pinokio ma być rodzaju nijakiego, jak dziecko. Taka moja fantazja.

R: Twoje poczucie humoru bardzo mi się podoba (fraza: "ludzkich osobowości, tradycyjnie osadzonych na nośnikach biologicznych"). Ach, ci uczeni...

A: Może już niedługo zostaniemy archaicznymi osobliwościami, posiadającymi  białkowe mózgi.

R: Refleksje na temat "wysychającej" sieci" - mmm, to warte rozwinięcia w publicystykę, jak sądzę.

A: Może, choć to silna futurologia, a raczej już fantastyka. Ostatnio przerzucam się z publicystyki na literaturę, nie mam czasu na obie. Publicystyka to w gruncie rzeczy robienie produktów jednorazowego użytku.

R: Ogólnie jednak, mniej mi się to opowiadanie podobało niż wiele innych Twoich tekstów, bo zrezygnowałeś ze swojego wielkiego waloru: skrzyżowania żywego bohatera z ciekawą fabułą. "Umarł w butach", pamiętasz, było takie opowiadanie, też wysmakowane językowo... i właśnie opowiedziane w formie fabuły było znakomite. Jak i "List z Dune"... Nie pomyśl sobie, że Cię pouczam... ale fabuła bardzo by się temu opowiadaniu przydała, bo pomysł fajny i niegłupi. W ciekawych rewirach szukasz, może i znajdziesz coś wybitnego (życzę).

A: W "Słowie" jest podskórna fabuła. A może będę w ogóle zbaczał w literaturę eseistyczną? U mnie to wychodzi samo, bez planowania. Ogólnie cieszy mnie, ze wzbudziłem ciekawość, postaram się kontynuować

Jesień 2002
 


 

Wojciech Szyda:

"Na końcu będzie słowo"

Piszę na pierwszy lepszy dostępny Twój adres, bo chciałbym Ci szczerze pogratulować ostatniego opowiadania w "NF". Jest znakomite. Zawiera wszystko, z czego powinno się składać wzorcowe opowiadanie hard SF. Brawurową wizję, diagnozę cywilizacyjną, przekonująco skonstruowanych bohaterów, ciekawą formę (proza epistolarna), oryginalną koncepcję kosmicznej ekspansji ludzkości oraz niezłą mieszankę psychologii i cybernetycznej metafizyki. Może zdziwi Cię ten list po dłuższej przerwie, ale piszę, bom pod wrażeniem tego tekstu. Jest to być może Twoje najlepsze opowiadanie w ciągu ostatnich 5 (10?) lat. Świetny start w nową dekadę polskiej fantastyki, a jednocześnie retrospektywne nawiązanie (formalne) do Listu z Dune.

Wojciech Szyda, fragment listu e-mailowego, jesień 2002.


 

Magdalena Śniedziewska:

 "Zimniak outsider?"

Problemem Andrzeja Zimniaka jest to, że "głównonurtowcy" uważają go wyłącznie za autora piszącego fantastykę, a fantaści z kolei odrzucają jego prozę, ponieważ oczekują czegoś innego - fajerwerków, magii, czarów... Proza ta jest trudna w odbiorze dla niewprawnego czytelnika, a zarazem fascynująca, na celu ma raczej sprowokowanie odbiorcy do zastanowienia się nad rzeczywistością niż zabawę. [...] 
   Literatura Zimniaka pełna jest trafnych, filozoficznych konkluzji, pięknych, kolorystycznych, prześwietlonych słońcem malarskich wizji, opisów pełnych egzotyki, zagadek, nierozwiązywalnych tajemnic, dziwnych hipotez, misternie uknutych fabuł na pograniczu fantastyki naukowej, horroru, baśni i fantasy. [...]
   Może czasem tylko opowiadania te przeciążają nasz umysł mnogością analiz psychologicznych. Kreowane światy są, podobnie jak nasz, pełne absurdów, ale najważniejsze jest to, że ostatecznie człowiek potrafi odnaleźć się wszędzie tam, gdzie znajdzie choć trochę ciepła i wiary w to, że warto dalej istnieć. Człowiek to przecież dziwna istota, która z jednej strony chce usuwać zagrożenia, ułatwiać sobie życie, zmniejszać wysiłek, z drugiej jednak uwielbia ryzyko, niebezpieczeństwo, dziwne eksperymenty. Jacy jesteśmy więc naprawdę? Może opowiadania te choć w małym stopniu pomogą rozwiązać zagadkę skomplikowanej ludzkiej osobowości...

Magdalena Śniedziewska "Zimniak outsider?", Magazyn Esensja nr 9, 2001 (http://www.esensja.pl/)
 


 

List od Michaela Kandela, amerykańskiego tłumacza dzieł Lema:

"Przynieś mi serce Matki Teresy" "Klatka pełna aniołów" "Pojedynek" "Rozpakuj ten świat, Evitt"

Wyrazy uznania dla autora

Andrzeju,
dziękuję za cierpliwość. Czytałem twoje opowiadania jadąc kolejką do pracy. Zwykle nie czytam do końca, najczęściej wyrabiam sobie zdanie o autorze i przerywam, bo osobiście nie jestem zaangażowany w pisanie, i ponieważ mam mało wolnego czasu. Ale twoje teksty wciągnęły mnie, dawały rozrywkę i bawiły. Dziękuję jako czytelnik! Oto opowiadania, które wyróżniam: 
     "Przynieś mi serce Matki Teresy"
     "Klatka pełna aniołów"
     "Pojedynek"
     "Rozpakuj ten świat, Evitt"
Byłem zaskoczony, że twoja fantastyka nie należy do hard SF, chociaż jesteś naukowcem. Masz wyobraźnię, która potrafi oczarować wizjami innych światów i która daje ci przewagę przy porównaniu z większością współczesnych autorów, a twoje utwory nasycone są urokliwą poezją, którą trudno zapomnieć.

zobacz angielski oryginał    

Michael Kandel, Nowy Jork, 2.11.2000
 


 

Paweł Ostrowski:

"Łowcy meteorów"

Zimniak od lat może liczyć na grono wiernych odbiorców. [...] interesuje go psychologia bohaterów, ich wewnętrzna reakcja na spotkanie z niewytłumaczalnym, czy będzie to inwazja Obcych, czy wniknięcie do świata równoległego. We wszystkich opowiadaniach widoczna jest tematyka męsko-damska, przy czym relacje te wydają się czasem autorowi bardziej skomplikowane niż spotkanie z obcą cywilizacją. "Pęknięty dzban" (1985) jest pod wieloma względami prekursorski wobec Dukajowego "Wielkiego podzielenia". Publikowane po raz pierwszy opowiadanie "Czterdziestu małych kochanków" dotyka tego samego tematu, ale utrzymane jest w klimacie wręcz realizmu magicznego. Stopniowo zagęszczająca się paranoiczna atmosfera towarzyszy czytelnikowi przy lekturze rozpoczynającego tom "Pod ochroną", traktującego o inwazji. "Przynieś mi serce Matki Teresy", drugie premierowe opowiadanie, ucierpiało, niestety, wskutek przesadnego eksperymentowania z językiem. Najwięcej humoru zawiera znana z "F" 2/86 "Ornitologia", której bohater jest być może dalekim krewnym późniejszego Enkela. Co warte podkreślenia, zbiór został poprzedzony kompetentną przedmową. [...] zwolennicy prozy Zimniaka będą usatysfakcjonowani; pozostałym polecam "Pęknięty dzban", najlepsze opowiadanie.

Paweł Ostrowski pseud. "Aligator", z: recenzja zbioru Łowcy meteorów, Sorus 2000, Nowa Fantastyka 2/2001, s. 70


 

Romuald Pawlak:

"Łowcy meteorów"

 

...nowa książka Andrzeja Zimniaka "Łowcy meteorów" wydaje mi się bardzo bogata, i bardzo dobra, choć nie bez zastrzeżeń. Jest to mieszanka starego z nowym, wybór czterech tekstów znanych plus dwa premierowe. [...] Zarazem jednak zebrał wreszcie Zimniak w jednym tomie trzy swoje opowiadania-legendy. [...] choćby dla tej trójki warto sięgnąć po książkę.
...zastanawiałem się, co porządkuje świat Andrzeja Zimniaka, jaki jest najważniejszy motyw twórczości tego autora. Myślę, że gdyby go o to zapytać, co jest najważniejsze na świecie, rzekłby: "Miłość". [...] Kiedy czytałem "Łowców meteorów", przyszedł mi do głowy Bradbury, poeta prozy, również świetny pisarz nastroju.

Romuald Pawlak, z: recenzja książki Łowcy meteorów, Fenix 6/2000, s. 9-10.


 

Jacek Sobota:

"Klatka pełna aniołów"

Tekst Andrzeja Zimniaka "Klatka pełna aniołów" w NF zaskoczył mnie młodzieńczą brawurą i formalną werwą. Gdyby coś takiego napisał Górski, nie zdziwiłbym się. Zimniak jest w wysokiej formie, może nawet szczytowej. Oby mnie spotkało to za lat trzydzieści.

Jacek Sobota, Nowa Fantastyka 4/1995, 2.


 

Maciej Parowski:

"Klatka pełna aniołów"

Pisarz uczuć o uniwersalnych zainteresowaniach, poszukiwacz tajemnic na różnych pogranicznych obszarach. Swego Enkela, włóczykija i zawadiakę, zalicza autor do rasy brudnych aniołów. W ośmiu zabawnych, wręcz frywolnych opowiadaniach, niepostrzeżenie wkraczamy z nim w krąg legendarnych zadań i wypraw ponawianych w każdej kulturze.

Maciej Parowski, z: posłowie do zbioru Klatka pełna aniołów, Prószyński i S-ka, Warszawa 1999.


 

Magdalena Śniedziewska:

"Klatka pełna aniołów"

 

Całość, jak zwykle u tego autora, prowokuje do zastanowienia się nad skłonnościami gatunku homo sapiens i jego funkcjonowaniem na pograniczu świata natury i świata kultury. Autor skłania czytelników do zastanowienia się, czy są w nas jakieś naturalne pokłady dobra, które niekoniecznie może wyzwolić religia lub kultura. Zimniak spróbował napisać utwory, które mogłyby zadowolić obie kategorie publiczności: tę wymagającą i tę, która szuka literatury łatwej i przyjemnej. Być może Klatka pełna aniołów spełnia ten paradoksalny wymóg, ponieważ utwory o poważnych sprawach traktują lekko i dowcipnie, a pod płaszczykiem pozornej prostoty kryje się wiele zagadek dla bardziej wymagającego odbiorcy. 

Magdalena Śniedziewska, z: recenzja zbioru Klatka pełna aniołów, Nowa Fantastyka 8/1999, s. 71.


 

Romuald Pawlak:

"Klatka pełna aniołów"

 

W każdym razie soczystość opowieści, jak to Enkel poczyna sobie z płcią przeciwną, stanowi mocną stronę tej książki. No i przede wszystkim bardzo podoba mi się język tych opowiadań. Zazdrościć należy Zimniakowi np. takich zdanek: "Dobry cycuszek zawsze z przyjemnością sadza się na dłoni, niezależnie od stażu i metryki". Prawda, że ładne? 

Romuald Pawlak, z: recenzja zbioru Klatka pełna aniołów, Fenix 9/1999, s. 126.


 

Hanna Adamkowska:

"Klatka pełna aniołów"

 

Kim zatem jest Enkel? To proste. Nie potrzeba żadnego dyplomu z psychologii, żeby na pierwszy rzut oka rozpoznać w nim idealnego faceta rodem... z męskich marzeń. To nasz bajkowy Bruce Willis dla każdego. Osiem opowiadań, w których bohater, obdarzony sekretem mocy, od niechcenia rozprawia się z łobuzami i kretynami, jest jak najlepszy okład na frustracje po małych codziennych porażkach, upokorzeniach, kłopotach z szefami, kobietami, szwankującym zdrowiem. 

Hanna Adamkowska, z: recenzja zbioru Klatka pełna aniołów, Playboy 9/1999, s. 25.


 

Jacek Inglot:

"Samotny myśliwy"

List z Dune zaskakiwał metafizycznym dreszczem, zapowiadając falę fantastyki religijnej. Aż dziwi, że Andrzej nie chciał pójść w tym kierunku. Choć z drugiej strony interesuje go coś innego. Zimniak to bodaj jedyny we współczesnej fantastyce autor, który pozostał wierny tradycyjnej SF, łącząc w swoich tekstach filozoficzną refleksję z rzetelnie pojętą naukowością. Tradycyjny model fantastyki przestał istnieć. Czy Zimniak nie jest wołającym na puszczy? 

Jacek Inglot, z: recenzja zbioru Samotny myśliwy, Nowa Fantastyka 2/1995, s. 68.


 

Andrzej Niewiadowski:

"Szlaki istnienia"

Sporym zaskoczeniem okazał się w roku 1984 książkowy debiut Andrzeja Zimniaka (Szlaki istnienia), zapowiadający autora dużego formatu. Jego tom opowiadań nawiązywał do fantastyki refleksyjnej, filozoficznej, ukazującej niejednoznaczność naszego świata zgodnie z przesłaniem Immanuela Kanta: "Porządek i prawidłowość w zjawiskach, które nazywamy przyrodą, wprowadzamy sami, to znaczy wprowadza je natura naszego umysłu". 

Andrzej Niewiadowski, z: Literatura fantastycznonaukowa, PWN, Warszawa 1992, s. 268.
 


 

Andrzej Niewiadowski:

Ze "Słownika polskich autorów fantastyki"

Autora fascynuje problem zrozumienia historii, ale nie tylko w procesach cząstkowych, w fizyczno-przyrodniczych obserwacjach, lecz w całości, w odniesieniu do miejsca człowieka we Wszechświecie. Literatura wydaje się Zimniakowi właściwym sposobem podejścia do tego uniwersalnego tematu, nie każe bowiem wybierać między fizyką, filozofią i wiarą. 

Andrzej Niewiadowski, z: Słownik polskich autorów fantastyki, Fantastyka 6/1991.
 


 

Jacek Piekara:

"Kochanek Chimery"

Zawiedli natomiast autorzy znani i uznani. Kochanek Chimery Zimniaka potwierdza tezę, że początkowy sukces sprzed paru lat zawrócił autorowi w głowie i teraz z utworu na utwór jesteśmy świadkami jego postępującej impotencji twórczej. 

Jacek Piekara, z: recenzja zbioru Wizje alternatywne, Nowa Fantastyka 6/1991, s. 60.

(Po 4 latach zapewne z tej impotencji zrodziła się Klatka pełna aniołów, nominowana do ogólnopolskiej nagrody literackiej Zajdla - przypis A. Z.)
 


 

Maciej Parowski:

"Opus na trzy pociski"

Jest Zimniak pisarzem poszukującym na terenie fantastyki własnych spraw, własnych rozwiązań i własnego tonu. Fantastyka rozrywkowa, niefrasobliwie przyrządzona w myśl reguł show właściwie go nie interesuje. Woli Zimniak używać gatunku do myślenia; jeśli nawet uprawia fantastykę przygody, to przede wszystkim psychologicznej.

Maciej Parowski, z: recenzja wewnętrzna zbioru Opus na trzy pociski, 1987.
 


 

Wacław Sadkowski:

"Opus na trzy pociski"

Warsztat ma sprawny i sprawdzony, wie co chce powiedzieć i osiąga zamierzony efekt skutecznie i bez błądzenia.

Wacław Sadkowski, z: recenzja wewnętrzna zbioru Opus na trzy pociski, 1987.


 

Lech Jęczmyk:

"Homo determinatus"

Mamy tu do czynienia z fantastyką psychologiczną, eksplorującą światy wewnętrzne człowieka, dialektykę snu i jawy. Zwraca uwagę rzadko spotykana umiejętność budowania nastroju.

Lech Jęczmyk, z: recenzja wewnętrzna zbioru Homo determinatus, 1985.


 

Antoni Smuszkiewicz:

"Homo determinatus"

 

Zarówno utrzymaniu napięcia, tworzeniu atmosfery tajemniczości, jak i sformułowaniu pewnych subiektywnych przemyśleń służy doskonale dobrana i konsekwentnie utrzymana struktura narracji. Innym walorem opowiadań jest doskonałe operowanie szczegółem i jego znakomite sfunkcjonalizowanie. W utworach tych nie ma prawie nic zbędnego.

Antoni Smuszkiewicz, z: recenzja wewnętrzna zbioru Homo determinatus, 1985.


 
 

Jesteś na stronie: http://zimniak.art.pl/  * Jesteś na stronie: http://zimniak.art.pl/  * Jesteś na stronie: http://zimniak.art.pl/  * Jesteś na stronie: http://zimniak.art.pl/  * Jesteś na stronie: http://zimniak.art.pl/  * Jesteś na stronie: http://zimniak.art.pl/