Główna okładka

  Okładka literacka

    Galeria i podróże

    

Okładka naukowa

  CV

    Artykuły

      Komunikaty

        Struktury

Dr Andrzej Zimniak

Moja przygoda z nauką

Czuję się tak, jakbym przystępował do pisania listu motywacyjnego, dotyczącego mojego zawodu. Ale ponieważ jest to moja strona domowa, mogę sobie pozwolić na mniej ścisłe dywagacje o swojej nauce, także w ujęciu chronologicznym. W aneksie, już po oficjalnym przedstawieniu życiorysu i spisu publikacji.

Kiedy zacząłem poważnie myśleć o pracy badawczej? Chyba nie w wieku lat ośmiu, bo jeszcze wtedy chciałem być maszynistą parowozów - imponowały mi te olbrzymy, zionące kłębami dymu i pary. Jednak rok czy dwa później, gdy matka oświadczyła mi, że żadną miarą nie będę mógł wziąć udziału w ekspedycji, mającej na celu odnalezienie żywych dinozaurów, rozpłakałem się rzewnie. Po upływie następnego roku otrzymałem w prezencie zestaw pod nazwą "Młody Chemik", czyli duże pudło, które zawierało kilka odczynników (do dziś pamiętam, że był tam także błękit metylowy), parę probówek i palnik spirytusowy. Zlewałem płyny w różnych proporcjach, dosypywałem proszków, podgrzewałem, a potem badałem papierkiem lakmusowym. Matka nauczyła mnie, żeby nigdy nie zaglądać do wylotu probówki (po latach to samo mówił mi pewien pułkownik o lufie pistoletu) - i dzięki nim ocalałem. Wracając do eksperymentów - najbardziej nie lubiłem sprzątać, i to już  mi zostało (zawsze pocieszam się, że Fleming odkrył penicylinę dzięki temu, że nie umył szkła, dzięki czemu rozwinęła się pleśń).

W szkole nie byłem zachwycony lekcjami chemii, ale potem odkryłem, że stopień zainteresowania uczniów przedmiotem w głównej mierze zależy od talentu nauczyciela. A więc w młodych latach bardziej lubiłem sport, biologię, geografię i rysunki (tak, zupełnie nieźle rysowałem i malowałem, nawet zastanawiałem się, czy nie kształcić się w tym kierunku).

Jednak chemia miała coś, czego nie znalazłem nigdzie indziej: dawała odpowiedzi na pytania o podstawowe zjawiska, zachodzące w świecie. Matematyka i fizyka wydawały mi się odczłowieczone, abstrakcyjne, natomiast chemia była wokół - żywe organizmy stanowiły złożone homeostaty reagujących molekuł, żywność składała się z polimerów organicznych i minerałów, Ziemia i cały Wszechświat zbudowane były z chemicznych drobin, które potrafiły łączyć się i rozdzielać, tworząc nowe, przewidywalne jakości. Czy to nie fascynujące i obiecujące? Obiecujące dlatego, że badając podstawy życia można było kiedyś spróbować odpowiedzieć na ogólniejsze pytania o sposób i rodzaj, a może nawet - o sens i cel (wtedy byłem jeszcze idealistą, ta przypadłość łagodnieje z wiekiem).

Studiując, a potem prowadząc prace badawcze szybko doszedłem do wniosku, że oprócz prac podstawowych, wyświetlających drobny fragment rzeczywistości, w równej mierze interesuje mnie podsumowanie, uogólnienie. I to zarówno w dziedzinie chemii, jak i na pograniczu chemii i życia, a także jeszcze dalej, w kwestiach - powiedzmy ogólnie - egzystencjalnych. Stąd aktywność na polu literatury, która stała się moim drugim zawodem, jak również, już później, w dziedzinie popularyzacji nauki. Jednak trzeba dodać, że żadne pisarstwo nie bierze się tylko z potrzeby uogólnień. Na szczęście zawsze miałem łatwość władania piórem i nie odczuwałem przykrości przy pisaniu, wręcz przeciwnie.

Może to zakrawać na paradoks, ale chemia pomaga mi w pracy nie tylko popularyzacyjnej, ale także sensu stricte literackiej. Jestem zwolennikiem trzeciej kultury, tzn. współtworzenia koncepcji humanistycznych i filozoficznych przez przedstawicieli nauk ścisłych. Uważam, że oni lepiej wiedzą, o jakim świecie się wypowiadają - inaczej niż "czyści" humaniści, którzy zaczęli studiowanie od zbyt wysokich pięter naszej kultury i czasem sprawiają wrażenie trochę oderwanych od poziomu ziemi. Oczywiście istnieją wyjątki, i te wyjątkowe osoby niechaj przyjmą moje natychmiastowe przeprosiny.

Niektórzy pytają mnie, czy nie lepiej ograniczyć się do jakiejś jednej działalności, zaprzestając zdradzania chemii z literaturą i vice versa. Odpowiadam im: nie, bo świat jest zbyt interesujący i różnorodny, żeby patrzeć tylko w jednym kierunku. Ponadto, uprawianie literatury i nauki to po prostu odmienne formy twórczości - można powiedzieć, że w obu przypadkach tworzy się nową jakość, coś, co do tej pory nie istniało albo co jeszcze nie było znane. Właśnie taka praca jest najciekawsza - przynajmniej dla mnie.


 

 

Napisano w 2000 r., uzupełniono w 2004, aktualizowano w 2007.